Moja reklama Dolnego Śląska.

Moja reklama Dolnego Śląska.

Dolny Śląsk …czyli 6 powodów, dla których warto zwiedzić ten rejon.

Lubię podróżować i zwiedzać. W tym roku zaplanowałam wakacje w Perle Sudetów – czyli w Karpaczu. W drodze do celu postanowiłam zatrzymać się koło Wrocławia i tak przypadkiem zaczęła się moja przygoda z Dolnym Śląskiem. Przyznam, że do tej pory ten region kojarzył mi się z Wrocławiem, Wałbrzychem i Zamkiem Książ. A w tym roku odkryłam prawdziwe ‘agaty’ regionu. I tak sobie pomyślałam, że jednak Dolny Śląsk powinien bardziej i mocniej się promować wśród mieszkańców Polski centralnej i północnej. I swoją autorską koncepcję prezentuje w tym poście.

Dlaczego uważam, że Dolny Śląsk to Agat Południa? Po pierwsze dlatego, że w okolicy można znaleźć agaty. Po drugie wyglądem region przypomina ów wielobarwny i wielowarstwowy minerał – jadąc autostradą nie spodziewasz się tylu kolorów (pola, puszcze), różnorodności (tereny wulkaniczne) i ukrytych ciekawych miejsc (zamków). Dodam, że zaledwie 30km od A4 znajdujemy się w samym sercu Krainy Wygasłych Wulkanów. A po trzecie, dlatego, że zarówno półszlachetny minerał jak i okolica są po prostu piękne, przyjazne dzieciom, psom, rodzinom. Dużo się dzieje w okolicy, a mało się o tym mówi.

Co mnie urzekło? Każda promocja musi mieć swoją opowieść (storytelling).

1. Winnica Agat, Sokołowiec

To był mój pierwszy przystanek na wakacyjnej trasie. Przemiły właściciel oprowadził nas po swojej winnicy, która powstała na wulkanicznym podłożu. Pierwsze sadzonki zasadził w 2007roku i od tego czasu eksperymentuje z różnymi szczepami – najważniejsze to rondo, regent, johanniter oraz solaris, powiększając przy tym areał (aktualnie ok. 1.5ha). Największe trudności przy prowadzeniu winnicy, to: wymagające podłoże (trudno czasem zasadzić sadzonkę w skale wulkanicznej), coraz częstsze susze w Polsce oraz szpaki chętne na poskubanie winogronek oraz zapewne nieziemskich widoków na całą okolicę. Winnica położona jest na malowniczym wzgórzu i jest częścią gospodarstwa agroturystycznego, w którym to się zatrzymałam.

2. Ostrzyca – serce Krainy Wygasłych Wulkanów

Kolejny dzień zaczęłam od spacerku na najwyższy wygasły wulkan Pogórza Kaczawskiego – Ostrzycy. 501m n.p.m, ok. 400 kamiennych schodków do pokonania, szlak prowadzący z Proboszczowa – pierwszy spacer górski mojego 4-letniego synka. Zajęło nam to dłużej niż 30 minut, o których rozpisują się wszelakie strony ale trasę synek pokonał sam, a na szczycie czekały na nas cudowne widoki – cała panorama Krainy (aż po Warszawę, że zacytuje Huberta :-)).

3. Zamek Grodziec

Nie spoczywając zbyt długo, udaliśmy się dalej w stronę Zamku Grodziec. Pierwsze wzmianki o nim sięgają XIIw, położony jest 389m n.p.m. na bazaltowym stromym wzgórzu (dla odmiany). Zamek pełen jest różnych ciekawych zakamarków, komnat, przejść – jest gdzie połazić więc polecam mieć wypoczęte nogi 🙂

4. Wieś Dobków

Mała przytulna wieś idealna na wypoczynek po aktywnym dniu. Jest coś magicznego w tym miejscu – malownicze stare budynki, stary kościółek, mnóstwo wiekowych drzew i zarośli. Pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą z ok. XIIIw i do XIXw pozostawała ona częścią klasztoru w Lubiążu – tę tajemniczość czuć w tym miejscu. Ja skorzystałam z 3 atrakcji miejsca – zakupu miodu w jednej z pasiek, pysznego lunchu w Villa Greta (genialny duży obszar do zabawy dla dziecka i pyszne ekologiczne jedzenie) oraz z Sudeckiej Zagrody Edukacyjnej – interaktywnego muzeum o historii okolicy (gdzie znajduje się też symulator ‘tzręsienia ziemi’).

Plac Zabaw, Plac Relaksu, hektary ziemi do spacerow – Villa Greta
Eko-sok, wko-jedzenie, eko-agroturystyka – Villa Greta
Typowy OOH w Dobkowie

5. Wleń

Opuszczając Krainę Wygasłych Wulkanów trafiłam do Parku Krajobrazowego Doliny Bobru. Okazuje się, że okolica jest tak popularna, że trudno jest znaleźć nocleg ale we Wleniu było miejsce w Pałacu Książęcym (to stary pałacyk odrestaurowywany przez rodzinę z Gdańska). Z ciekawostek poza sezonem cena noclegu wynosi tam 60zł! Cało miasto jest trochę jak w Krainie Czarów – całe jest remontowane, równocześnie opustoszałe (żeby nie powiedzieć lekko wymarłe) ale barwne. Na bank miał na to wpływ też fakt, że w trakcie mojego pobytu odbywał się we Wleniu FotoCon czyli międzynarodowy zjazd cosplayerów i fotografów (dla mniej wtajemniczonych jak ja – przyjechali ludzie z różnych stron świata, którzy przebierali się postaci z komiksów i mieli robione profesjonalne sesje w scenerii miasteczka). Ja jednak wybrałam wdrapanie się przez chaszcze (droga na skróty) na wzgórze, na którym stoi najstarszy murowany zamek na Śląsku – Lenno.

Starówka w przebudowie
Pozostałości po komnatach Zamku Lenno
Pałac Książecy
Uwaga!

6. Pilchowice i kropka.

Ostatnim miejscem, do którego mi udało się dotrzeć były Pilchowice – gdzie znajduje się najstarsza betonowa zapora wodna w Polsce. Przyznam, że urzekł mnie kolor wody zbiorniku wodnym poniżej i jeżeli ktoś ma pomysł dlaczego to jezioro jest zielono, to poproszę o informację. W okolicy znajduje się też stary i niestety jeszcze nieodrestaurowany dworzec kolejowy z nieczynnym torowiskiem oraz cudowny most kolejowy aż proszący się o dotację i renowację.

Jezioro Pilchowickie – edited by Google Assistant

To chyba na tyle z mojej wycieczki….długi wyszedł ten wpis, a to tylko wycinek Dolnego Śląska. Ja chętnie wrócę w te okolice, do miejsca, które nazwałam ‘Agatem Południa’. I mam nadzieję, że zachęciłam chociaż 1 osobę – to będzie mój promocyjny sukces dla Regionu.

Ps. Wszystkie zdjęcia wykonałam smartfonem Sony Xperia 1 w trybie automatycznym, bez żadnych filtrów (oprócz jednego automatycznie ‘polepszonego’ przez Google).

Dodaj komentarz