Co było pierwsze: jajko czy kura…w biznesie?

Co było pierwsze: jajko czy kura…w biznesie?

I nie jest to pytanie przypadkowe bo badacze od dawna głowią się co było pierwsze jajko czy kura. Nic więc dziwnego, że ja w biznesie znalazłam podobny dylemat – pomysł czy działanie.

A do postawienia pytania w ten sposób zainspirował mnie Instagram. Nie wiem czy wiecie, że to właśnie jajko na instagramie w 2018 roku zrobiło największą furorę. Tak właśnie Kylie Jenner chwaliła się, że jest w ciąży. I chapeau bas za inspirację dla twórców kanału @world_record_egg . Stworzyli challenge (to modne słowo w sieci od jakiegoś czasu) na pobicie rekordu like’ów zdjęcia jajka, po prostu jajka. I like’ów jest już 53 768 125 (w tym 1 mój :-)).

Tak więc dopadł mnie dylemat co jest najistotniejsze przy tworzeniu biznesu. Determinacja i działanie przypisywane przeze mnie kurze (nie mylić z ‚running like headless chicken’)? Czy też odpowiednio prosta acz unikatowa idea (nasze jajko)?

Ciekawa jestem waszych spostrzeżeń. Póki co znalazłam parę fajnych historii biznesowych, którymi chciałam się podzielić. Bo jak wiadomo już jestem fanką storytellingu – o czym więcej pisałam tutaj.

#PDFBOOK

Ostanio czytałam o Elizie Wydrych-Strzeleckiej @fashionelce, o której to sukcesie napisał Spidersweb. Zarobiła ona bagatela 1 milion złotych wydając pdf-booki (nowa forma e-booków) na temat #hasztagów w różnych dziedzinach. Idealnie utrafiła w potrzebę odbiorców Instagrama, którzy to szukają wiedzy jak opisywać zdjęcia i jak je robić. Jak wiadomo celem jest maksymalizacja zasięgów czuli ilości like’ów. Są nawet specjalne szkolenia na ten temat. I tak nie chcąc generować kosztów uznała, że wyda poradniki (tak to chyba mogę nazwać) w formie pdf’a, do ściągnięcia ekskluzywnie z jej strony. Akurat powyższy w cenie 50zł. Genialne, odświeżające spojrzenie, dopasowane do grupy docelowej, trafiające w głód wiedzy a na dodatek ekologiczne. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj. A po pdf booki możecie zajrzeć do e-sklepu wydawczyni.

ULALA, jakie pyszności

Pracowałam niegdyś w Idei z dziewczyną, współodpowiadającą za markę POP – Agnieszką Górską. Kto pamięta, ten wie, a kto nie to spieszę z wyjaśnieniem, że Idea to dzisiejszy Orange a POP to dzisiejszy Orange na kartę. Otóż postanowiła ona odejść ze ścieżki korporacyjnej i założyć własny biznes.  Zupełnie inny niż wszystkie aczkolwiek w modnej dziedzinie gastronomii. Jak sama napisała nigdy nie umiała i nie lubiła gotować, więc wpadła na pomysł, aby prawdziwi kucharze gotowali w jej domu. I też w innych domach, bo przecież często zaprasza się do siebie gości, na domówki i fajnie jest się nie narobić a pysznie zjeść. Jak w restauracji. I nie chodziło o catering, ale o rozwiązanie dużo smaczniejsze, jakościowe i spersonalizowane. I tak nawiązała szereg fajnych współprac z szefami kuchni, a także klientami. Koncept jest taki, że Klient zamawia rodzaj kolacji, wybiera kucharza a ten przybywa do naszego domu z zakupami i zajmuje się resztą. Pysznie i na tip top. Agnieszka od paru lat prężnie rozwija swój koncept. A teraz podbija Niemcy. A ja mocno jej kibicuję. Wizja, która jej przyświeca w mojej interpretacji, to: ‚ulala jakie jedzenie, jaki szef kuchni, jaka obsługa i to wszystko w moim domu.’…albo w wybranej lokalizacji w przypadku firm. Chętnych zapraszam do świata Ulala Chef.

Profesjonalna troska o jej stopy

Mam też męski zachwyt biznesowy i to nad moim przyjacielem Krzysztofem Kaletą, który od ponad 5 lat, razem ze wspólnikiem, rozwija niszową linię produktów do pielęgnacji stóp. Na przekór tego co mówili znajomi, firma skupiła się na tej wąskiej kategorii kosmetycznej, wręcz zawężając ją jeszcze bardziej do produktów do damskich stóp. Zaczęło się od SheFoot i ok. 30 SKU (czyli 30 produktów na półce – dla tych spoza branży FMCG). Po 3 latach, kiedy koncept się sprawdził Panowie zaryzykowali stworzenie zupełnie nowej niszy – kosmetyków do stóp dedykowanych mężczyznom (ManFoot). Przyznam, że od początku byłam pod wrażeniem pomysłów na produkty i ich różnorodność.  O wielu rozwiązaniach nigdy wcześniej nie słyszałam (maski do stóp, skarpetki pielęgnacyjne i szereg plastrów na różne problemy). Genialne wręcz, czasami skomplikowane, a właściciele nie poddali się, mimo braku kapitału na start i trudności finansowych. Dziś firma rozwija nowe kategorie, podbija kolejne polskie drogerie i salony profesjonalne oraz wchodzi na rynki zagraniczne m.in Austrię i Niemcy. Ja podziwiam siłę oraz determinację mojego przyjaciele.  Wiem jak dużo nauczył się prowadząc tę działalność. A po jego produkty zapraszam do e-sklepu SheFoot.

Be aware!

I może to być jako doskonała pointa całego tego artykułu. Ale tak na prawdę to nazwa blogu i społeczności instagramowej, które to zainicjował mój kolega Miso Curcic de Jong – na co dzień pracujący w międzynarodowej korporacji. A po godzinach i w weekendy jako ‚influencer austriacki’. Hasło, to stworzył z potrzeby buntu przed komercjalizacją, produktami, na jedno kopyto’, owczym pędem i przed wszechobecnym atakiem klonów. Grupa jego odbiorców to ludzie, którzy szukają innego spojrzenia, ciekawych miejsc, inspiracji oraz rzeczy. Trochę tak jak ja na tym blogu. Wiem, że ma też followersów w Polsce. Próbuje zgłębiać algorytmy instagrama, aby zwiększać zasięgi, szuka inspiracji wszędzie i zachęca innych do dzielenia się swoimi anty-mainstreamowymi spostrzeżeniami. Ciekawskich zapraszam do śledzenia profilu i bloga też (ale tenże jest po niemiecku, więc dla najbardziej wytrwałych).

Jajko czy kura?

Znam osobiście masę ciekawych historii i biznesów. Będę starała się o nich opowiadać w kolejnych postach. Natomiast szczerze nie wiem co bardziej determinuje sukces. Czy determinacja i działania czyli zbieranie ziarnka do ziarnka jak kura w kurniku?  Czy też nowatorska i świeża idea – to złote jajko. Hm? Nawet wspomniane osoby nie były mi w stanie odpowiedzieć na moją zagadkę…

 

Dodaj komentarz

Close Menu