Co łączy Nokię – HMV – Yahoo – GaduGadu – Kodaka?

Co łączy Nokię – HMV – Yahoo – GaduGadu – Kodaka?

Jest takie powiedzenie, że jak spadać to z wysokiego konia. I cóż trzeba powiedzieć, że takie spektakularne tąpnięcia dopadły znane i uwielbiane firmy jak Nokia, HMV, Yahoo, Kodak oraz nasze polskie GaduGadu. Mam nadzieję, że wszystkie te marki są wam mniej lub bardziej znane. Trochę poniżej nawiązuję do nich więc pozwolę na razie nie rozpisywać się o ich historii.

Wybrałam marki, które były niegdyś potęgą, a potem coś poszło nie tak i wypadły z rynku. Chociaż z niego nie zniknęły jak Pan Am, Hitachi, Concorde, Alma24, czy też aktualnie Playboy w Polsce. Wszystkie te firmy istnieją i działają w swojej niszy. 

Nie opisuję też Burger Kinga, który w Polsce nie wytrzymał konkurencji McDonalds w 2001r wycofując się z naszego rynku. Po 6 latach powrócił z tarczą. Takie spektakularne odbicia rzadko się zdarzają. Natomiast ewidentnie siłą napędową były inne kraje, gdzie BK nie wypadł z obiegu i stawił czoła konkurencji. Jak nie ma ‘success story’ ze świata, to niestety cały biznes idzie w dół jak w przypadku wymienionych przeze mnie firm. Dlatego chyląc czoła przed Burger Kingiem przechodzę do analizy trudniejszych przypadków.

Inercja w biznesie

Często mówi się, że klęski dotyczą głównie start upów, bo aż 9 na 10 nie jest w stanie przetrwać dwóch lat.  Korporacja zaś jest jak rozpędzony w pełni załadowany statek, który dopada inercja. A to oznacza, że nawet po wyłączeniu silników będzie ‘ona’ płynąć przez parę mil oraz kilkadziesiąt minut. Tak więc jeden nieudany produkt, czy inwestycja nie doprowadzą firmy do bankructwa. Mimo wszystko jednak i wśród tak stabilnych graczy pojawiają się potknięcia, która zrzucają ich z tronu. Może właśnie ta inercja i zbyt mała zwrotność prowadzą do kłopotów. A niektórych do bankructwa. I pomyślałam, że pokuszę się o moją analizę tych firm – absolutnie bazującą na swojej refleksji i spostrzeżeniach.

Może też po to aby dodać otuchy start-uperom. Że mają większe szansę przetrwać w tym świecie. A lepiej uczyć się na cudzych błędach w końcu.

Oto moja lista korpo-błedów, które to, w moim odczuciu, dopadły tytułowe firmy.

Top 7 błędów korpo-świata.

1. Miłość do własnych pomysłów. Z wzajemnością.

Czyli ślepe zapatrzenie się w swoje zdanie, własną intuicję i najlepsze pomysły na świecie bo własne. A w konsekwencji odizolowanie się od odbiorcy. Parę razy pisałam już na tym blogu o sile storytellingu i potrzebie tworzenia strategii marketingowych. Ich DNA wynika jednak z tego kim jest, co myśli i czego potrzebuje grupa docelowa. Tak więc jak nie znamy klientów, to tworzymy nieadekwatne rozwiązania. Wprowadzając produkty, do których post-factum dopisujemy historię, nie mamy szansy zdobyć niczyich serc. Poza swoimi i paru osób, którym wmówimy że o tym właśnie marzą. Jak firma oszczędza akurat na kliencie i badaniach rynkowych, które nie muszą być aż tak drogie w dobie digitalu, to strzela ślepakami. I ufa bardziej swojej intuicji a nie rzeczywistości. ja słyszałam na przykład o mikro-managerach, którzy ingerują w media plany i dopisują tam tytuły prasowe, które oni czytają lub programy TV, które oni czytają. Poza dodatkowym wydatkiem, akurat to nikomu szkody nie robi. Ale jak mikro-manager, wiedzący najlepiej tworzy strategię firmy, odpowiada za produkty, to już większy problem. Marketing to nauka bazująca na analizie statystycznej zachowań i preferencji klientów. Nie zapominajmy o tym. Bo pozostanie po nas wspomnienie, jak po Nokii 6310i – wieloletnim bestsellerze rynkowym.

Nokia próbuje teraz po ok 10 latach smartfonów Androidowych i iOS powrócić z fajnymi produktami, ale ciężko jest niestety się na nowo przebić.

2. Nie nadążanie za rynkiem.

W sumie to mocno wiąże się z numerem 1. Tutaj chyba na tapetę wezmę HMV, bo bardzo lubiłam tę sieć sklepów w UK. Zawsze znajdywałam tam super deale na dvd i blue-raye. Obkupiłam się seriami ukochanych seriali (swojego czasu Desperate Housewives i Dr House) oraz super hitami kinowymi. Niestety w 2013 roku HMV ogłosił zamknięcie. Jednak era digitalizacji dotknęła i jednego z największych dystrybutorów-retailerów. O ile wiem, to są inwestorzy, którzy walczą oto aby znaleźć pozycję dla tej marki w krajach anglojęzycznych, ale chyba na razie kończy się to głównie na dofinansowaniu, bez efektu zwrotu (ROI).

3. Brak innowacji.

To jest ciekawy punkt. Nierozerwalnie wiąże się z poprzednimi oczywiście, ale jednak wyróżniam go. Niesie on za sobą bowiem pewną analizę zachowań ludzkich. Często jest tak, że w wielkich korpo-firmach, zakażonych nad-procedurami, pracownicy nie lubią zmian. Wolą swoje comfort zony i okopują sie w nich skutecznie. Poza tym nadmiernie sformalizowane środowisko powoduje powolność działania – inercję. Efektem jest ślepota na zmieniający się świat. I tak właśnie lider w dziedzinie fotografii – Kodak zaspał erę digitalizacji. Uznał, że liderem zostaje się do końca życia i że analogowe kamery to jest to co będzie po wieki wieków amen. I pewnie jacyś koneserzy znajdą się i dzisiaj takich rozwiązań, ale jednak 99.9% ludzkości wybiera aparaty cyfrowe. Żeby nie powiedzieć, że aktualnie to wręcz smartfony wypierają aparaty. Biada tym co zaspali i ten trend. Innowacje są motorem napędowym tego świata, więc fajnie jak firmy umieją umiejętnie sterować tym procesem. Taki oto pozytywny przykład znalazłam ostatnio na LinkedIn, na profilu Mercedesa.

W ciągu 133lat Mercedes zmienił się z powozu w najnowocześniejsze i jedne z najbardziej premium aut na świecie. 

4. Komplikowanie rzeczy prostych.

To jest też ważna anty-umiejętność. Jak doczytałam taka sytuacja dopadła właśnie Gadu-Gady. Ja przyznam szczerze, że nigdy nie zasiliłam 10mln użytkowników serwisu (taka imponująca liczba była w peaku popularności serwisu w 2008roku). Ani później, ani wcześniej. Stąd absolutnie wiedzę musiałam posiąść z sieci. Gadu-Gadu chciało wyprzedzić rynek – wprowadzili radio open.fm i to był strzał w dziesiątkę. Potem zaczęły mnożyć się zbędne innowacje, które przeładowały interfejs. I tak Gadu-Gadu wyprały prostsze komunikatory jak skype. A dzisiaj triumfuje WhatsApp, który postawił na prostotę i zapewnienie bezpieczeństwa komunikacji na rynku.

5. Arogancja biznesowa.

Nie odważę się zilustrować tego punktu przykładem firmy. Natomiast niestety dopada ona właścicieli, biznesów, managerów lub pracowników. To stosunek ‘marki’, a tym samym ludzi do innych ludzi. To poczucie bycia lepszym i narzucania swoich warunków za wszelką cenę. Myślę sobie, że każdy pewnie w głowie ma taką markę lub takie osoby. Ja sama przeszłam długą drogę aby zrozumieć ten punkt i wiem, że nie zawsze miałam pełne zrozumienie do partnerów biznesowych. Chylę czoła jednak, bo od paru lat wiem, że pokora w biznesie bardzo dużo zmienia. I przepraszam tych, którym sama nadepnęłam na odcisk.

Niestety jest takie powiedzenie, że ryba psuje się od głowy i niestety podobnie jest z firmami. Słyszałam o przypadkach firm, które mają ponad 40% udziałów na rynku i zamiast celebrować to jako sukces, to cisną o jeszcze większy wynik. Oznacza to, że pracownicy nigdy nie mają szansy czuć, że osiągneli to wow, bo firmie – czytaj ‘szefom’ jest za mało. A moim zdaniem to arogancja, która może zakończyć się utratą fajnych pracowników a potem to już ‘miłością do samych siebie z wzajemnością’ i patrz punkt 1.

6. Brak społeczności.

Społeczność to nie tylko terminologia z social mediów czy wynik oglądalności stacji TV ani też liczba unikalnych użytkowników na portalu yahoo. Ale to przede wszystkim fani marki. Osoby, które wybierają dane produkty, są dumne z ich użytkowania i stają się niejako ambasadorami swojej decyzji. Ci zadowoleni są raczej lojalni (szczególnie przy droższych produktach) i polecają je innym. Obecnie coraz rzadziej spotyka się firmy, które nie myślą o swoich odbiorcach ale jednak nadal takie perełki się zdarzają. Są firmy, które zamykają programy lojalnościowe bo patrzą na tę pozycję jako na koszt działań. A ja wiem z doświadczenia, że społeczność pozwala firmie przejść przez burze, umie obronić markę przed hejterami i daje marce ok 2 lat na obudzenie się. Oczywiście jak nic się nie zmienia, to i fani odchodzą, jednak nie od razu.

7. Nieadekwatne inwestycje.

Ten punkt pozostawiam na koniec. Dlatego, że jest oczywistą oczywistością. Jak inwestycje nie idą w parzę z oczekiwanym zwrotem w zadanym okresie, to niestety nie da rady kredytować działalności. I tutaj jednak dodam coś od siebie:
– Nie każda inwestycja zwraca się ‘już’. Czyli nie każda kampania czy działanie marketingowe bilansuje się na plus. Ważne aby w skali zadanego czasu udało się sumą działań osiągnąć założony cel. To na prawdę jest ważne bo wiem, że finansiści popadają w taką paranoję aby liczyć ROI do każdego euro inwestowanego i oczekiwać zwrotu 1 do 1. Wówczas okazuje się, że newsletter do lojalnych klientów jest nieopłacalny bo za mało osób od razu kupiło. Absurd.
– Nieadekwatna inwestycja może oznaczać również jej brak na rynku gdzie jest wymagane jakieś minimum. Brak znajomości prawideł marketingowych rządzących danym rynkiem też może zaprowadzić firmę w kozi róg.
Inwestować trzeba, byle z głową i z korzyścią w zadanym okresie.

Podsumowanie

Nie chciałam stworzyć artykułu fatalistycznego. Wręcz przeciwnie – chciałam aby był tzw. barometrem dla zachowania zdrowego rozsądku, rynkowego i profesjonalnego podejścia oraz pokory i empatii dla ludzi naokoło. Myślę sobie, że łatwo zachłysnąć się sukcesem i ‘oślepnąć od świateł’. I taki artykuł może może zasiać ziarnko refleksji. I nieoczekiwanie jest bardzo spójny z moimi 9 krokami zwiększenia przychodów w firmie, o czym pisałam tutaj. Bo summa summarum te punkty się ze sobą łączą – albo skutecznie działamy ku wzrostowi, albo niestety nie.

Dodaj komentarz

Close Menu