Moda na #challenge – are you in?

Moda na #challenge – are you in?

Czy wszyscy ludzie poszaleli, że ciągle biorą udział w ‘social media challenges’? Czy też od zawsze brali udział, ale od niedawna są adekwatne # by się tym dzielić z innymi? Spróbujmy zrobić miksturę z odrobiny historii, teorii ewolucji, psychologii i zdrowego rozsądku. I wszystko będzie jasne.

Let’s challenge #challenge

Wszystko zaczyna się od definicji

Czym jest słowo ‘challenge’? Otóż polski odpowiednik tego angielsko-brzmiącego i wyświechtanego sformułowania to wyzwanie. Próbowałam dogrzebać się do jego etymologii. I tak na prawdę to wywodzi się ono ze średniowiecznego ‘kodeksu honorowego’ stosowanego na początku przez rycerzy, a potem arystokrację. Niegdyś bywało po prostu tak, że jak ludzie z pewnych sfer (zwanych wyższymi) się o coś poprztykali, tudzież konkurowali o rękę tej samej niewiasty, to potyczki rozstrzygano w pojedynkach. Raz a dobrze. Wyzwanie rzucone i wykonane. 

Te reguły następnie zaimplementowano do rywalizacji sportowej i rozgrywek meczowych. Zawsze stają w szranki różni zawodnicy i finalnie challenge wygrywa lepszy osobnik lub zespół.

Teoria ewolucji a #challenge

Ewolucyjnie z kolei wygląda to tak, że od samego początku naszej egzystencji mamy rzucane ‘rozwojowe wyzwania’. Musimy jakoś przyjść na ten świat i na początek przecisnąć się przez 10cm otwór w szyjce macicy. Potem uczymy się siedzieć, stać, raczkować, chodzić, mówić, jeździć na rowerze, liczyć, czytać, pisać….ciągle coś nowego i w zasadzie ciągle nam mało. I tak od dziesiątek tysięcy lat odkąd odnotowuje się pierwsze ludzkie ślady. Każda istota uczy się umiejętności i podejmuje wyzwania adekwatne do swojej epoki i gatunku, aby przetrwać i się odnaleźć w świecie.

Rozwój człowieka a #challenge

I okazuje się, że z punktu widzenia psychologii – wyzwania są niezbędne do budowania pewności siebie i zaufania do siebie. Obecnie dużo mówi się o tym, że tworzymy ‘cotton wool kids’ czyli dzieci chowane pod kloszem, z nadopiekuńczymi rodzicami i w bańce pod stałym nadzorem. Dzieci bez wspinania się na drzewo, wiszenia na trzepaku, grania na podwórku nie uczą się gdzie są ich granice i nie uczą się pokonywania lęku, podejmowania ryzyka i konsekwencji jakie mogą stać za zbytnią brawurą. Ostatnio w ramach naszej sąsiedzkiej komuny mieliśmy dyskusję, że naszą ulubioną zabawą młodości była gra w ‘państwa’. Wystarczył scyzoryk i kawałek ziemi i paru graczy. Z góry rzucało się scyzorykiem i dzieliło terytorium, były wojny, przegrani i wygrani. Duma lub porażka. Fame podwórkowy lub klapa w danej dziedzinie. I nikt nie obciął sobie palca (pamiętacie?). A dzieci uczyły się, że jedni są lepsi w ‘państwa’, a inni w akrobacjach na trzepaku. Raz się wygrywa a raz nie. A i tak można się bawić razem. Dzisiaj jak puścilibyśmy dzieci ze scyzorykami na podwórka – pewnie mielibyśmy albo łatkę patologii, albo do czynienia z policją. Chociaż nasza mokotowska komuna i tak wspiera podwórkowe zabawy i daje dzieciom wolność przeżywania różnych doznań.

Moda na social media

Natomiast nie dziwi mnie, że ‘challenges’ przenoszą się online. Bo skoro zgodnie z danymi dailymail.co.uk spędzamy aż 3h 14min dziennie korzystając z mobilnego internetu, to czymś trzeba tę głowę przez ten czas zajmować. A to potrzeba wyzwań jest w nas zakorzeniona ewolucyjnie, historycznie i psychologicznie. Do tego nagroda w postaci spodziewanego ‘fame’ w sieci jest dużo wyższa niż w samych rywalizacjach podwórkowych.

#planking czyli deska po jogowemu

Pierwszym #challenge w tym naszym świecie 2.0 był #planking czyli układanie się w pozycji deski w różnych miejscach. Zapoczątkowała go osoba z Australii, która w 2008 roku stworzyła stronę na FB, na której autor i jego znajomi umieszczali abstrakcyjne foty miejsc, w których układali się na brzuchu z rękami wzdłuż ciała. Eksplozja w sieci trwała aż do 2011 roku. Przykładowe zdjęcie poniżej:

Planking

Źródło: coiski.com

I tak to się zaczęło i co i rusz w sieci pojawiają się nowe pomysły.

Inne przykładowe fajne #challenge 

Nadaję tym wyzwaniom łatkę fajne, bo stanowiły ciekawą i kreatywną rozrywkę w sieci. Były / są nieszkodliwe i przyjemne dla oczu.

  1. #mannequin challenge – 
    to seria filmików, w których bohaterowie zastygali jakiś zabawnych pozycjach – troche tak jakby na zdjęciu. Ciekawa forma ‘nieruchomego’ video budziła spore zainteresowanie. Wiele firm się pokusiło na tę formę działań socialowych a także celebrytów.

  2. #dollyparton challenge
    to najnowszy sieciowy hit zapoczątkowany postem z 21.01.2020r na Twitterze amerykańskiej aktorki Dolly Parton, która pokazała swoją interpretację tego jak my siebie prezentujemy w różnych mediach. Dla mnie super ciekawe bo z głębszym przesłaniem – często to co pokazujemy w sieci ma się nijak do rzeczywistości. Oczywiście trend ponownie podchwycony przez ludzi, celebrytów i firmy. Zabawny. Poniżej oryginał i moja interpretacja @swiatwgleona.com
    dollypartonchallengedollypartonchallengedog

Inne użyteczne ‘challenges’ czyli w imię wyższej idei

  1. # Ice Bucket challenge – 
    to chyba pierwszy raz kiedy ja słyszałam o idei wyzwań w sieci. I tutaj faktycznie rzucało się wyzwanie osobom z imienia i nazwiska aby oblali się zimną wodą i wsparli finansowo fundację Dignitas Dolentium. Był to niecodzienny sposób promocji zbierania pieniędzy dla osób cierpiących na ALS czyli stwardnienie boczne zanikowe. Podobno w miesiąc, w sierpniu 2014 roku, z samej Polski wpłynął prawie 1 mln złotych na ten szczytny cel.

  2. #Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka – 
    to lokalna polska inicjatywa, która urodziła się w 2011 roku jako kampania społeczna. Ta ciekawa forma z erotyzmem w tle miała na celu pokazanie, że czytanie jest nie tylko sexy ale po prostu cool. Kampania otrzymała nagrodę Złoty Spinacz. Zasięgi po dziś dzień sięgają nawet 7 milionów odsłon tygodniowo, a sam fanpage na FB śledzi ok 270tyś osób. Jest wspierana przez wiele znanych osób. A w sieci znalazłam zabawny mem o tej idei 🙂
    nie czytasz nie ide z toba do lozka

Nieodpowiedzialne i przerażające #challenges

Piszę o tym tylko po to aby pokazać, że kij niestety ma zawsze dwa końce. Jak na podwórku. Ja zwykle jak coś jest ciekawego w co można się wciągnąć, to ktoś nieetyczny i nieodpowiedzialny próbuje wykorzystać dzieci i to na dużą skalę. Social media mają te moc, że łatwo jest wygenerować zasięgi i niestety można je wykorzystać w niecnym celu. Nadmienię 2 wyzwania, które we mnie wzburzyły krew i które przekraczają granicę obciachu nawet.

  1. # Blue Whale challenge –
    to wyzwanie lub gra powstała w 2016 roku, najprawdopodobniej w Rosji. Polega na wykonywaniu przez 50 dni różnych zadań w tym samo-okaleczeń aby na końcu dojść do punktu kulminacyjnego czyli samobójstwa. Nie wiem czy to wymaga komentarza ale niestety jakieś dzieci się w to wciągnęły i niestety skutecznie jak informuje internet. Straszne i przerażające. Powinno być surowo karane moim zdaniem.
    anty bluewhalechallenge

  2. # Fire challenge – 
    polega na polewaniu się łatwopalnymi substancjami i podpalaniem ich w celu nagrania filmiku na YouTube. Nie trzeba powiedzieć ile takich zabaw kończy się poważnymi poparzeniami i uszkodzeniami ciała.

Niestety relatywnie mało się o tych pato-zjawiskach mówi. A na nie narażone są dzieci z obniżoną pewnością siebie, nie umiejące stawiać granic, mające słaby kontakt emocjonalny ze sobą i rodzicami oraz zagubione.

W sieci jest też dużo głupich wyzwań. Trochę jak zabawy dzieci na podwórku w ‘kto głośniej beknie’. Nie będę więc o nich pisała bo są nieszkodliwe, niezabawne (dla mnie) ale też nie są niczym kreatywnie odkrywczym.

Co sprawia, że jakiś #challenge wciąga?

Podchodząc do wyzwań stricte marketingowo, to musi być odbiorca. Zazwyczaj twórcy to zwykli ludzie i jak znajdą iluś fanów w sieci, to piłka jest w grze.

Wiele memów, virali i akcji społecznych zostało przeanalizowanych przez praktyków i wyciągnęli na tej podstawie pewne wnioski. Czyli co zrobić aby zwiększyć prawdopodobieństwo, że pomysł zassie w sieci?  Otóż musi zawierać STEPPS czyli konkretne schodki.

  • Social currency – coś dawać odbiorcom ‘zysk’ czyli fame, jakieś postrzeganie, spełnienie potrzeby, poczucie samorealizacji
  • Trigger – musi zawierać wytrych, pomysł, myśl, coś głębszego
  • Emotion – powinien wiązać się z emocjami albo tym co aktualne społecznie
  • Practical value – fajnie jakby niósł użyteczną wartość (to pewnie schodek głównie dla firm lub fundacji)
  • Public – musi chwytać jak najszersze grono, być masowy
  • Story – nieść story, pointę, zabawę.

Obecność tych elementów wpływa na WOM czyli zachętę dla ludzi do dzielenia się  contentem w sieci. Ale gwarancji nigdy nie ma.

Podsumowanie

Moda na #challenge była od zawsze – wśród rycerzy, sportowców, dzieci na podwórku. Wyzwania są nieodzowną częścią nas samych. A to, że teraz wystarczy dodać # i siać swój pomysł, to tylko znak naszych czasów 2.0 czy 3.0.

O ile można się pośmiać, albo zrobić coś pożytecznego, to ja jestem in. A wy?

Dodaj komentarz