Storytelling marketingowy najlepiej zacząć od siebie i swojego podwórka. A zatem skąd pomysł na taki, a nie inny blog. I czego w ogóle możecie się spodziewać po tym o czym będę pisała? 

Storytelling inspirowany westem.

Inspiracją do nazwy bloga był mój pies – jak łatwo się domyślić ‘west’ white highland terrier. Ogólnie już parę lat temu probowałam Leonowi nadać charakter i osobowość internetową.  Chciałam zbadać czy w dzisiejszym świecie pies może zostać celebrytą. Parę osób to jednak udowodniło za granicą, więc zarzuciłam projekt. Z ciekawostek ostatnio roboty poprzez fikcyjne profile zyskują fame w sieci – co nie oznacza, że planuję tworzyć swojego awatara 🙂 . 

Mimo wszystko od czasu do czasu, Leon coś na swojego insta wrzuca @swiatwgleona. Ja zaś uważam, że swój styl mieć trzeba. Skoro pies mi towarzyszył w pracy prawie od swoich urodzin, podróżuje ze mną prawie wszędzie, uczestniczy w wielu spotkaniach, a jego portret stworzył znany wszystkim artysta Andrzej Pągowski, to musi być częścią mojej historii.

west terrier narysowany przez Andrzeja Pągowskiego Storytelling o Leonie, rys. Andrzej Pągowski

Moja strategia marketingowa

Z drugiej strony bardzo długo zastanawiałam się co ja będę robić za 20 lat. Wiem, że brzmi to jak typowe pytanie HR. Na prawdę próbuję wyobrazić sobie siebie jako szefową marketingu korporacji w wieku lat 60 czy 70…czyli w wieku mojej mamy dzisiaj. Pewnie realne, ale czy kuszące? Nie wiem jeszcze. Ale nigdy nie mówię nigdy.

Natomiast zrobiłam sobie mały brainstorm i takie oto alternatywy powstały:

  1. Miejsce kreatywne dla dzieci – nazwa Hubi Lubi, w samym centrum Mokotowa. Nie taki sztampowy wewnętrzny plac zabaw. Bardziej przestrzeń do zabawy sensorycznej, warsztatów i pysznego jedzenia (oczywiście przyjazna też psom). Takich miejsc w okolicy nie ma a dzieci i rodziców, którzy szukają ciekawego spędzenia czasu z pociechami młodszymi i starszymi, zatrzęsienie. Inwestycja – spora, zwrot – ok. 3 lata, doświadczenie branżowe – zero, ryzyko – średnie.
  2. Escape room dla dzieci z gastronomią – wymyśłiłam nawet nazwę oraz 3 pokoje zagadek (tego nie zdradzę jednak :-)). Zaczęłam szukać lokalu aby zbadać temat i koszty. Rozmawiałam też ze znajomym, który zęby zjadł na gastronomii i który ostudził mój wizjonerski zapał. W między czasie wybuchła afera z escape roomami wywołana nieszczęśliwym i tragicznym wypadkiem w Koszalinie. Chociaż moje miejsce miało być super bezpieczne i super ciekawe, to ideę zawiesiłam. Inwestycja – średnia, zwrot – ok 2 lata, doświadczenie branżowe – zerowe. Ryzyko – duże.
  3. Kolekcja w szkocką kratę – postanowiłam, że będę szyła. W sensie nie ja, ale jednak, że stworzę kolekcję w szkocką kratę. Niszowe, ale jakościowe i niestandardowe. I nie chodziło oto aby wszystko było w 100% kraciaste ale, aby różne rzeczy miały stylowe dodatki w kratę, nadające projektom fajnego charakteru i jakości premium. Pomysł stworzyłam, cała drogę szycia przeszłam: rozmowa z krawcową   -> konstruktorką odzieży, która moje inspiracje power pointowe przełożyła na rysunek techniczny ->  wybór szwalni -> szycie próbne). Współpracowałam przy tym projekcie z Andrzejem Pągowskim, który stworzył mi właśnie kraciaste logo z Leonem oraz mój własny wzór szkockiej kraty. Inwestycja – średnia; zwrot – ok 3 lat, doświadczenie branżowe – zerowe. Ryzyko – duże, bo niszowe.

Konkluzja

I czego nauczyło mnie to moje doświadczenie ‘z wymyślaniem’? Ano odkryłam, że to co mnie kręci, co najbardziej lubię, i co mnie zawsze pasjonowało w mojej pracy, to tworzenie i wymyślanie strategii marketingowych. Uwielbiam analizować potrzeby klientów, szukać nisz i kombinować jak się na tym rynku wyróżnić. Co zrobić inaczej, lepiej, efektywniej lub zauważalniej (chyba nie ma takiego słowa). W pracy dodatkowo uwielbiałam wprowadzać te idee w życie z dbałością o spójną egzekucję na każdym etapie consumer experience. Storytelling, strategie marketingowe – absolutnie są moją pasją. Więcej na temat storytelling znajdziecie pod tym wpisem, a o bliskiej mi idei marketingu totalnego napisałam tutaj.

Powiem tak, żadnego z powyższych pomysłów nie zarzucam, bo może jeszcze znajdę sposób na ich sfinansowanie albo Partnerów biznesowych, którzy znają się na tym, gdzie ja kompetencji nie mam. A to chyba też sukces powiedzieć sobie ‘stop’, poczekam.

Póki co pomyślałam, że zajmę się tym co lubię czyli analizowaniem, szukaniem informacji, inspirowaniem się różnymi ludźmi, rzeczami, trendami i dzieleniem się tym z wami na takim oto blogu.

Chcę pisać o ciekawych ludziach, ich opowieściach marketingowych i biznesowych, dzielić się swoim doświadczeniem bo wiem, że czasami to nie marketingowcy zajmują się marketingiem. A czasem warto zainspirować też marketingowców czy agencje do świeżego sposobu myślenia. I na to możecie liczyć z mojej strony.

Skąd Weststyle? Wiem, że nie brzmi to jak nazwa standardowego blogu marketingowego ale z uporem maniaka taką chcę mieć. Zainspirowany przez psa westa z subiektywnym spojrzeniem pełnoletniego marketingowca. Weststyle.